Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznica kalinolistna "Diabolo". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pęcherznica kalinolistna "Diabolo". Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 maja 2018

DRUGI KOCYK.................

Mój pierwszy niezbyt udany kocyk służy w najlepsze maluszkowi. Okazuje się, że tylko ja nie byłam zadowolona z rezultatu. Idąc za ciosem jakiś czas temu wydziergałam następny. Nie jest taki jaki sobie wymarzyłam ale jest jaki jest. Wykonany ze 100% wełny Drops Merino Ekstra Fine drutami nr 3,5. Oceńcie sami.
 
 
 
A teraz kilka fotek z majowego jeszcze ogrodu:

 
 
 
 
 
 
A na koniec dla Was pierwsza moja różyczka. Bardzo marnie wyglądają moje róże. Mróz dał się im we znaki niestety.
Cieszę się i dziękuję, że do mnie zaglądacie. Życzę wspaniałych, słonecznych chwil😍😍😍

piątek, 27 stycznia 2017

OGRÓD TO.......................

...........czy zagospodarowany ugór? nie znam odpowiedzi.  Kilkanaście lat temu oglądałam program w telewizji o dwójce emerytów z Anglii, którzy z ogromną pasją i przy pomocy swych synów pięknie zagospodarowali nieużytek, który powstał po wysypisku śmieci. Nie pamiętam ile lat to trwało, ale efekt był zachwycający. W pobliżu domu, w którym mieszkamy były wówczas takie szpecące nieużytki. Pełno wysokiej trawy, chwastów, powysychanych nieznanych mi krzewów itp. Okropnie. Nie mogłam na to patrzeć, a nikt się nie kwapił, by to zmienić. Ziemia gminna niczyja, bardzo słaba, najgorsza klasa bonitacyjna. Pomyślałam, że można byłoby to zmienić. Ale niestety nie byliśmy właścicielami i nawet nie przyszło mi do głowy, że kiedyś włożę tyle pracy , by zagospodarować powyższe. Minęło kilkanaście lat i nieużytek w małej części już zagospodarowany przez nas stał się naszą własnością. Zaczęła się syzyfowa niekończąca się praca.

Ogrodziliśmy toto, by jak dotąd nie traktowano tego ugoru jak własności gminnej. Postanowiliśmy, że na pierwszy ogień posadzimy bardzo mało wymagające drzewka i krzewy.
A, że była to jesień i można przesadzać, co się da, wyruszyliśmy wiedzeni sentymentem do miejscowości mojego dzieciństwa.
Przywieźliśmy zdobycze rosnące obok domu, w którym kiedyś mieszkałam. Czeremcha, którą muszę nieustannie przycinać, sosny, które również formuję. Niestety przetrwały tylko dwie. Po uzupełnieniu kaliną i świerkiem oraz niewielką jodłą kaukaską po czterech latach wygląda tak jak na fotce powyżej wykonanej późną wiosną.
A tutaj strona druga. Posadziliśmy tam w większości krzewy, które otrzymaliśmy w prezencie od bliskich nam osób. O nie dbam szczególnie lecz nie zawsze wychodzi biorąc pod uwagę jakość naszej gleby i szkodników, które u nas są szczególnie uporczywe.

Niestety bardzo odporna pęcherznica Luteus nie przetrwała.
Dziwne gdyż te krzewy prawie nie chorują. Teraz rośnie tam barbula, którą sukcesywnie podjada nasz
"sprzymierzeniec" nornica. Jeszcze żyje, ale jak długo?
Podobnie stało się z azalią i pierisem, które widoczne są na fotce. Już niestety ich tam nie ma.
Muszę coś wymyślić na wiosnę.
Posadziliśmy wrzosy w naszym "kąciku leśnym", ale nie wykonałam fotek jak kwitły tak się miały wiosną
po przycięciu.


Kocham trzmieliny, a to pierwsza jaką zakupiliśmy.
Mamy jeszcze kilka odmian, ale
pokażę je w innych postach.
I to byłby przedogródek, który zakończony jest rzędem posadzonych przed laty sosen, świerków i czeremchy, która sama się zasiała, a teraz rośnie jak na drożdżach przez nikogo niekontrolowana.



Fragmenty warzywnika i rabatek kwiatowych pokazywałam niejednokrotnie więc je pominę.
Pokazuję tylko poszczególne fragmenty ogrodu ponieważ nie chciałabym, by widniejące na moich fotkach domy sąsiadów bez ich pozwolenia znalazły się w internecie. Niestety jak fotografuję ciągle wchodzą mi w kadr. Marny ze mnie fotograf. A fotki poniżej ukazują nietknięte naszymi rękoma miejsce, które lubię najbardziej. Żyje samo sobie. Mam nadzieję dotrzeć tam kiedyś i trochę pozmieniać. Tam wśród tych kilku drzew i przy śpiewie ptaków chciałabym mieć swą ławeczkę do czytania i dumania. 
Sama natura.
Rządzi się swoimi prawami.



















Rośnie tam nie wiem jak długo.
Dla mnie od zawsze, dzika grusza.
I wiśnia wonna. Nie wiedziałam co to za drzewo. Pomogła mi rozpoznać je nasza blogowa koleżanka  AnikaIC
Podobnie jak grusza rośnie tam od zawsze. Nie wiedziałam, że jej owoce są jadalne.

Kwiaty rozsiewają cudną woń na cały ogród.

I jak tu oprzeć się, by nie przycupnąć, by poczytać i podumać.
Proszę zobaczyć ile tam mojego skarbu mniszka, robię z niego miód i syrop. Jest tam jeszcze wiele innego dobra, z którego pijam herbatki.




Zamierzałam zakończyć tym zdjęciem, by każdy poczuł już zbliżającą się wiosnę.
Ja osobiście czekam z utęsknieniem, kiedy zobaczę te pachnące i cudnie wyglądające kwiaty.
"ogród to czy zagospodarowany ugór"?
Dziękuję, że mnie odwiedzacie, komentujecie. Utwierdzacie mnie w tym, że moja pisanina ma sens.

niedziela, 12 czerwca 2016

ZAŚCIÓŁKOWANA..........................

........... można by tak rzec, patrząc jak zbieram każde źdźbełko koszonej trawy, by ściółkować nią odpowiedni skrawek naszego, zachwaszczonego ogrodu. Aura sprzyja chwastom. Jest ich w tym roku u nas niewyobrażalna ilość. Poddałam się i puściłam je wolno. Oprócz walki z nimi nic ciekawszego nie robię.
Moje robótki, lektura poszły w odstawkę. Postanowiłam nie bacząc na estetykę ściółkować większość grządek skoszoną trawą. Wyczytałam, że jest bardzo wartościowa lecz mało estetyczna, ale co tam ja już chwastów mam po dziurki w nosie. Ważne, że oprócz tego, że spowalnia wzrost uporczywego zielska, utrzymuje wilgoć w glebie. Sprawdziłam to w roku ubiegłym ściółkując nią ogórki i pomidory.
Rozpoczęłam w kwietniu. Rabarbar potrzebuje wilgoci, której tam niestety jest za mało. Myślę, że trawa nieco pozwoli ją utrzymać. Teraz stwierdzam, że tak się stało niestety nie fotografowałam teraz. Jest mocno już uszczuplony. Kompot i placek smakował wyśmienicie. A teraz pozwalam, by rósł sobie dalej.
To również kwiecień. Aronia,  na której owoce bardzo czekamy. Sporządzam z niej sok i dżem jest bardzo aromatyczny i smaczny, a mój M. robi nalewkę, która smakuje wszystkim. Tutaj jak na razie efekt jest taki, że aronia pięknie zaowocowała. Owocki rosną oby ich susza latem nie zniszczyła. W roku ubiegłym owoce zostały wysuszone na krzewie.
Truskawki również w kwietniu. Jeszcze malutkie. Ściółka teraz jest systematycznie deptana przez nas zbierających smaczne owoce.
A tutaj już maj. Postanowiłam mimo to, że nie jest zbyt ładnie szczególnie teraz kiedy ściółka już się rozkłada, by pomóc swoim różom zatrzymać trochę wilgoci i użyźnić bardzo słabą u nas glebę. Poczekam na efekty. Róże już kwitną. Pokażę je niebawem.
Tutaj również rozpoczęłam w maju. Teraz pomidory mają się lepiej. Kwitną i zawiązują pąki. Na blogach koleżanek widziałam już duże owoce.
Niestety my posadziliśmy je z opóźnieniem i musimy trochę poczekać.


Pomidory gruntowe i ogórki.
W ubiegłym roku ściółka z trawy doskonale się spisała. Czekam na takie same efekty. Może uda się również w tym roku.
A teraz ziółka. Ulubiony lubczyk.
Ma się nieźle. Ciągle go używam.
Bardzo go lubimy.
Oregano, melisa cytrynowa, mięta i tymianek. Pozostałe rosną w innym miejscu. Nie przewidziałam, że właśnie tutaj jest najbardziej sucho. Może trawa im trochę ułatwi życie.
Rośnie tam mój ukochany bez z mojego rodzinnego domu. Jemu też chciałabym pomóc.Obok bzu róża pomarszczona. W roku ubiegłym była w słabej kondycji. Teraz rośnie lepiej.
Ją również obdarzyłam trawą. Jak widać ściółkuję gdzie się da. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat. Być może popełniam jakiś błąd. Będę wdzięczna za każdą podpowiedź. I jeszcze kilka fotek z ogrodu:
Mój najbardziej lubiany chwast, którego zawsze zostawiam, by się wysiał, a przez to będę mogła podziwiać jego uroki w roku następnym.
Czyż nie jest piękny?
Dwukolorowy duet.
Peonia-piwonia cudnie pachnący kwiat w moim ogrodzie. Zakwitła pięknie i cieszyła oczy dwa dni. Nagle przyszła ulewa i została przez deszcz przyklepana do ziemi. Te bidulki ocalały. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia w ogrodzie.

 

Kolejna, która zakwitła przed kilkoma dniami. Jest przepiękna.

Pęcherznica. Zakwitła pierwszy raz.













Krzewuszka.
Lubiana bardzo naparstnica.
Sama się wysiała i jest .
Bardzo mi się podoba.













To również samosiejki. Nie mogłam ich tam nie zostawić. Są takie kolorowe.













Kolejny misz-masz. Rosną, kwitną, a niektóre usychają. Trudno. W tym roku ogród rządzi się sam.
Dziękuję pięknie za odwiedziny i komentarze i życzę wspaniałych, pięknych dni:):):):):):)