sobota, 9 czerwca 2018

NASZA CZEREŚNIA I JEJ NASTĘPCA............

Czereśnie - któż z nas ich nie kocha. Wiosną cieszą oczy wspaniałym kwieciem, a latem smacznymi owocami. My bardzo je lubimy, dlatego przed trzydziestoma laty na wspomnianym tutaj otaczającym nasz kilkurodzinny dom ugorze, staraliśmy się stworzyć nasz niby sad. Jednym z pierwszych drzewek była oczywiście czereśnia, zakupiona nie pamiętam już gdzie, bez nazwy odmiany (a szkoda), bo takiego smaku owoców już chyba nie spotkam. Znajomi, których obdarowywałam nimi (jeżeli szpaki nam na to pozwoliły) byli zachwyceni smakiem, aromatem i wielkością owoców. Nigdy nie pojawił się w nich robak. Niestety kilka lat temu zachorowała na tyle poważnie, że musieliśmy z żalem się pożegnać. Nie wiem jak się to stało, że nie mam fotek naszego ulubionego drzewa z czasów pełnej świetności. Odnalazłam dwie na których widać już ślady poważnej choroby.
Duże kwitnące już wtedy drzewo tuż za ligustrem.
To jest ostatnie kwitnienie. Wiosna 2017r. Już wówczas wiedzieliśmy, że niestety nie ma już dla niej szans.
Szkoda. 

Marzenia się spełniają, to wiemy. Teraz wiem, że niekiedy otrzymujemy również to, o czym nawet nie marzyliśmy. Tak było w naszym przypadku. Pojawiła się potrzeba i środki, by w ogrodzie powstał domek letniskowy. Nie myśleliśmy długo, gdzie go ulokować. Decyzja była jednoznaczna. Z sentymentu do naszego ukochanego drzewa, które dawało nam cień podczas upałów i przyjemność obserwowania pszczół podczas kwitnienia ( jaki zgiełk panował codziennie) oraz szpaków podczas owocowania, nasz domek stanął w miejscu, gdzie rosła czereśnia.
Żeby mógł stanąć w tym miejscu, trzeba było usunąć takie oto ogromne korzenie. Zrobił to mój M.
"pracuś".
Przy pomocy jakiegoś dziwnego narzędzia i moim nasz korzeń został usunięty. Pozostanie z nami. Myślimy, by trochę nad nim popracować i będzie z nami jako ozdoba. Nie mam jeszcze pomysłu
jak to zrobić. Musimy teraz zmienić organizację ogrodu przy naszym nowym domku. Myślę, że trochę to potrwa.

Zdjęcie wykonane w kwietniu.  Teraz już trochę kwiatów umila nam odpoczynek, a ciągły upał nie pozwala takiemu fotografowi jak ja wykonać lepszych fotek. Przed nami jeszcze bardzo wiele pracy, by uporządkować i urządzić tak, aby przyjemnie się tam przebywało. Wewnątrz jeszcze wszystko do zrobienia, ale my cieszymy się, że mamy gdzie odpoczywać po pracy. Już zakupiliśmy impregnat, by pomalować i zakonserwować nasz domek. Ponieważ stawiany był w listopadzie producent zabezpieczył deski tylko farbą i jak widać już przybladła. Kolor domku będzie troszkę inny ale pozostanie w stylu norweskim.
Jeszcze kilka fotek. Niestety to już wspomnienie 😊😊😊😊                 
 
Ligustr pospolity. Bardzo go lubię.
Posadziła go nasza młodsza latorośl mająca wówczas chyba 5 lat. Tam właśnie miała swój malutki ogródeczek. Dziś cieszy nasze oczy gdy siedzimy na tarasie.  W tym roku zakwitł wyjątkowo pięknie.
 
Moje ukochane kwiaty. Któż z nas ich nie kocha - piwonie
Mam jeszcze różowe ale w tym roku
kwitły bardzo marnie.
Szkoda, że ten piękny spektakl mimo podlewania trwał za krótko.
 
 
 

 
Post dość przydługi więc proszę się częstować😍😍😍😍
 
Serdecznie witam wśród Obserwatorów Hanię.
Bardzo mi miło Cię gościć. Wszystkim bardzo, bardzo dziękuję za obecność i komentarze.
Cieszę się, że jesteście😍😍😍😍


sobota, 26 maja 2018

DRUGI KOCYK.................

Mój pierwszy niezbyt udany kocyk służy w najlepsze maluszkowi. Okazuje się, że tylko ja nie byłam zadowolona z rezultatu. Idąc za ciosem jakiś czas temu wydziergałam następny. Nie jest taki jaki sobie wymarzyłam ale jest jaki jest. Wykonany ze 100% wełny Drops Merino Ekstra Fine drutami nr 3,5. Oceńcie sami.
 
 
 
A teraz kilka fotek z majowego jeszcze ogrodu:

 
 
 
 
 
 
A na koniec dla Was pierwsza moja różyczka. Bardzo marnie wyglądają moje róże. Mróz dał się im we znaki niestety.
Cieszę się i dziękuję, że do mnie zaglądacie. Życzę wspaniałych, słonecznych chwil😍😍😍

niedziela, 6 maja 2018

MAJOWO W OGRODZIE.................

Maj to niewątpliwie najbardziej ukwiecony i pachnący miesiąc w naszym ogrodzie.
Witam więc Was kolorowym, wonnym bzem.
 
Kwiatowy spektakl rozpoczyna dzika grusza i drzewo, które jak mniemamy jest wiśnią wonną.W tym roku kwitnienie rozpoczęły pod koniec kwietnia. Taki widok codziennie oglądałam z tarasu.
      
Szkoda, że nie można przekazać zapachów.  Pachnie wówczas cały ogród. Szkoda, że tak szybko ten czas przemija i znowu na taki widok i zapach trzeba czekać cały rok.


Kiedy kwiaty naszych "białych panien" zaczynają stopniowo marnieć, zaczyna kwitnąć jabłoń w sąsiednim ogrodzie oraz nasz najwcześniejszy bez, który darzę największym sentymentem gdyż pochodzi z mojego rodzinnego domu. Pachnie najpiękniej.
Kolejny widok z okna naszego nowo powstałego domku (o nim w kolejnym poście), to kwitnąca, dziko rosnąca jabłoń.











Ale to już przeszłość. Teraz to już bzy, rododendrony i azalie. Mam ich niewiele, bo nie jest im łatwo w naszym ogrodzie i musiałam się pożegnać z kilkoma.
Jednak nie mogłam się oprzeć tym żółtym kwiatkom i kupiłam jeden w pobliskiej szkółce.







 

I azalie. Właśnie zakwitła biała. U trzech pozostałych dopiero rozwijają się pojedyncze kwiatuszki. Może uda mi się pokazać je w pełni kwitnienia.
 
A teraz nasze bzy:
 

I jest jeszcze coś, co bardzo nas cieszy. Nie sądziłam, że ujrzę te kwiaty w naszym ogrodzie.Jednak po wielu staraniach jest i o dziwo kwitnie - nasza glicynia😃😃😃😃😃
Początek kwitnienia. Nie wiedziałam, że kwiaty tak pięknie pachną. Zapach roznosi się i mam ogromną przyjemność zachwycać się nim, gdy plewię grządki warzywne.



 
 Przekwitła już niestety kalina hordowina. Pozostał tylko jeden kwiatek.

Jeszcze kilka kwitnących bylin.
 
 
 

Dziękuję za cierpliwość, za Waszą obecność, komentarze. Życzę Wam kolorowej, pachnącej i ciepłej wiosny😍😍😍😍😍