niedziela, 29 lipca 2018

LIPIEC ZBLIŻA SIĘ KU KOŃCOWI........................

......... a ja nic nie zamieściłam. Czas dzielony między pielęgnacją wysuszonego ogrodu, sporządzaniem zapasów na zimę, czytaniem, dzierganiem nie przyniósł nic, co można by pokazać. Nie zakończyłam czytania książki, wreszcie ukończony obrus i serwety czekają na pranie i prasowanie. Ale przetworów tyle jakby miał nastać czas głodu. Z powodu suszy ostało się tylko kilka kwitnących roślinek jakże biedniutkich w tym roku. Na fotkach pokazuję tylko te, które zdołały przetrwać, a rzeczywistość jest zupełnie odmienna. Zapraszam na lipcowy spacerek. Taki był początek miesiąca w naszym ogrodzie. Myślę, że będzie dalszy ciąg. Obiecałam pokazać kilka liliowców, które zakwitły w lipcu, ten na pierwszej fotce bardzo mi się podoba.

Ten również. Jest niski i taki ma pozostać, ale czas pokaże. 
 Oby nie wyrósł taki wysoki jak ten na zdjęciu powyżej. Miał być niski, a wyrósł wysoki i muszę go przeprowadzić. 
I floksy najbardziej wonne. Niestety na dzień dzisiejszy kwitnie tylko kilka kwiatuszków
Hortensje - ukochane kwiaty wielu z nas. U mnie kolekcja niewielka, ale sprawdziły się bukietowe więc myślę wprowadzić do ogrodu jeszcze trochę odmian. Pokazuję kilka z nich😃😃
 
 
 
 Mój rozwar nie rozrasta się tak, jak przewidywałam. Niestety nie lubi przeprowadzek więc musi tutaj pozostać. Trochę go podkarmię i może się rozrośnie.
Kocham hosty. Nie sprzyja im susza i nasza gleba ale jakoś rosną. Nie są to jakieś ogromne okazy ale ja się cieszę z tego, co mam😃😃😃
 
I nowy nabytek. Chciałabym, by były niskie, tak zresztą zapewniał mnie sprzedawca.
Ja jednak nie mam pewności, bo kilka razy zawiodłam się na zapewnieniach. Szkoda, że w pobliskiej szkółce nie oznaczają wszystkich roślin, a do innych jest trochę za daleko.
 
Lilie są w kilku miejscach.  Nie chciały jednak pozować i tylko te uchwyciłam ukradkiem.
I pewniaczki, jak ja je lubię. Nie zawodzą, jak ja ich nie zawiodę.
 
 
Uff... jak gorąco i czas zakończyć spacer. W podziękowaniu za towarzystwo dla Was coś słodkiego i orzeźwiającego😍😍😍
 
O tych smakowitych śliwkach, które darzymy ogromnym sentymentem  zamierzam napisać oddzielny post. A teraz proszę się częstować. Są bardzo smaczne i niepowtarzalne. Częstują się nimi robaczki (nie pryskamy bowiem chemią), a one wiedzą, co dobre. Życzę Wam samych pogodnych chwil😍😍😍😍

sobota, 30 czerwca 2018

A CÓŻ W CZERWCU?........................

........susza, wielka susza w naszym ogrodzie. Deszcze i burze omijały naszą miejscowość jakby celowo. Dziwne, bo kilka kilometrów dalej padało jak z cebra, a u nas tylko chmury, trochę grzmotów i wysuszający, dający się we znaki wiatr. Nie pamiętam takiej pogody. Na domiar złego nasz hydrofor odmówił posłuszeństwa więc można sobie wyobrazić jak czuły się wówczas nasze rośliny i my. I wreszcie spadł długo wyczekiwany deszcz. Zapraszam na spacer po naszym biedniutkim w tym roku ogrodzie.
Ukochane liliowce. Mam kilka odmian. Nie zdążyłam wszystkim wykonać fotek. Może uda mi się to nadrobić.
Bardzo je lubię i cenię za urok i wytrwałość
Już wiem, że powiększę kolekcję, bo trwają dzielnie w tak trudnych warunkach jakie panują w naszym ogrodzie.

Duża, co roku większa plama żółtych kwiatków liliowca.
Kupiłam taką malutką kępkę. Już kilka razy ją dzieliłam i sadziłam w wielu zakątkach i chyba lubią nasz ogród, bo pięknie kwitną i dzielnie trwają w czasie suszy. Szkoda, że każdy kwiatek kwitnie tylko jeden dzień.


W duecie z przetacznikiem. On też dzielnie się trzymał podczas suszy. Niestety zbyt wcześnie zaczął przekwitać.


I kolejny przetacznik. Tym razem biały w duecie. Przymiotno pięknie prezentowało się w jego towarzystwie. Nie udało mi się uchwycić tego na fotkach.







Ale udało mi się uchwycić motyla.
Trzykrotka wirginijska.
Nie sądziłam, że sobie poradzi podczas suszy, a jednak nieźle sobie radzi.











Lubię, kiedy ogród pachnie. Teraz jest już ten czas, kiedy oprócz kolorów pojawia się coraz więcej zapachów. To jest mój świat.







 

Floksy "babcine" kwiaty. Są z nami od początku ze względu na kolor, zapach i wspomnienia MAMUSINEGO ogrodu i tak już zostanie.
Spektakl dopiero się rozpoczął. Mam jeszcze dwie odmiany o pięknie pachnących kwiatach, ale one dopiero są w pączkach.


Nagietki. Kochacie je - wiem. Wesołe słoneczka, piękne, bardzo wartościowe i można je wysiewać kilka razy, by ciągle kwitły. U mnie w tym roku wysiane tylko raz ze względu na suszę. Spróbuję wysiać jako poplon teraz po zjedzonym już groszku, sałacie i rzodkiewce.         A niech postraszą szkodniki.

Słoneczniczek szorstki. Twardy zawodnik. Radzi sobie w trudnych warunkach i dodaje radości pozostałym kiepskim bidulkom.





Tawuła Arendsa. Zakwitła tylko jedna. Mam kilka, ale trudno mi było nawodnić wszystkie rośliny.
Nie jest im u nas łatwo.




Zakwitł ulubiony powojnik.
Jan Paweł II. Drugi niestety choruje i chyba mimo oprysku nie przetrwa.
Szkoda, bo tak pięknie zakwitł w maju.


Zaczynają kwitnąć hortensje.
 
Już kolejny raz przekonałam się, że w naszym ogrodzie rosnąć mogą tylko bardzo wytrwałe rośliny. I mimo, że kocham wszystkie posadzę niestety tylko pewniaki, bo trudno jest patrzeć jak marnieją i znikają. Myślę, że spacer jest już męczący więc podziękuję za towarzystwo moją różyczką.
Zostały jeszcze owoce i warzywa więc myślę, że jeszcze coś napiszę. Dziękuję za Waszą obecność i komentarze, a na blogu serdecznie witam Monikę z bloga Katalog - inspiracji.😍😍😍😍

sobota, 9 czerwca 2018

NASZA CZEREŚNIA I JEJ NASTĘPCA............

Czereśnie - któż z nas ich nie kocha. Wiosną cieszą oczy wspaniałym kwieciem, a latem smacznymi owocami. My bardzo je lubimy, dlatego przed trzydziestoma laty na wspomnianym tutaj otaczającym nasz kilkurodzinny dom ugorze, staraliśmy się stworzyć nasz niby sad. Jednym z pierwszych drzewek była oczywiście czereśnia, zakupiona nie pamiętam już gdzie, bez nazwy odmiany (a szkoda), bo takiego smaku owoców już chyba nie spotkam. Znajomi, których obdarowywałam nimi (jeżeli szpaki nam na to pozwoliły) byli zachwyceni smakiem, aromatem i wielkością owoców. Nigdy nie pojawił się w nich robak. Niestety kilka lat temu zachorowała na tyle poważnie, że musieliśmy z żalem się pożegnać. Nie wiem jak się to stało, że nie mam fotek naszego ulubionego drzewa z czasów pełnej świetności. Odnalazłam dwie na których widać już ślady poważnej choroby.
Duże kwitnące już wtedy drzewo tuż za ligustrem.
To jest ostatnie kwitnienie. Wiosna 2017r. Już wówczas wiedzieliśmy, że niestety nie ma już dla niej szans.
Szkoda. 

Marzenia się spełniają, to wiemy. Teraz wiem, że niekiedy otrzymujemy również to, o czym nawet nie marzyliśmy. Tak było w naszym przypadku. Pojawiła się potrzeba i środki, by w ogrodzie powstał domek letniskowy. Nie myśleliśmy długo, gdzie go ulokować. Decyzja była jednoznaczna. Z sentymentu do naszego ukochanego drzewa, które dawało nam cień podczas upałów i przyjemność obserwowania pszczół podczas kwitnienia ( jaki zgiełk panował codziennie) oraz szpaków podczas owocowania, nasz domek stanął w miejscu, gdzie rosła czereśnia.
Żeby mógł stanąć w tym miejscu, trzeba było usunąć takie oto ogromne korzenie. Zrobił to mój M.
"pracuś".
Przy pomocy jakiegoś dziwnego narzędzia i moim nasz korzeń został usunięty. Pozostanie z nami. Myślimy, by trochę nad nim popracować i będzie z nami jako ozdoba. Nie mam jeszcze pomysłu
jak to zrobić. Musimy teraz zmienić organizację ogrodu przy naszym nowym domku. Myślę, że trochę to potrwa.

Zdjęcie wykonane w kwietniu.  Teraz już trochę kwiatów umila nam odpoczynek, a ciągły upał nie pozwala takiemu fotografowi jak ja wykonać lepszych fotek. Przed nami jeszcze bardzo wiele pracy, by uporządkować i urządzić tak, aby przyjemnie się tam przebywało. Wewnątrz jeszcze wszystko do zrobienia, ale my cieszymy się, że mamy gdzie odpoczywać po pracy. Już zakupiliśmy impregnat, by pomalować i zakonserwować nasz domek. Ponieważ stawiany był w listopadzie producent zabezpieczył deski tylko farbą i jak widać już przybladła. Kolor domku będzie troszkę inny ale pozostanie w stylu norweskim.
Jeszcze kilka fotek. Niestety to już wspomnienie 😊😊😊😊                 
 
Ligustr pospolity. Bardzo go lubię.
Posadziła go nasza młodsza latorośl mająca wówczas chyba 5 lat. Tam właśnie miała swój malutki ogródeczek. Dziś cieszy nasze oczy gdy siedzimy na tarasie.  W tym roku zakwitł wyjątkowo pięknie.
 
Moje ukochane kwiaty. Któż z nas ich nie kocha - piwonie
Mam jeszcze różowe ale w tym roku
kwitły bardzo marnie.
Szkoda, że ten piękny spektakl mimo podlewania trwał za krótko.
 
 
 

 
Post dość przydługi więc proszę się częstować😍😍😍😍
 
Serdecznie witam wśród Obserwatorów Hanię.
Bardzo mi miło Cię gościć. Wszystkim bardzo, bardzo dziękuję za obecność i komentarze.
Cieszę się, że jesteście😍😍😍😍