poniedziałek, 4 grudnia 2017

NASZ ULUBIONY SZPARAG..................................

Po dłuższej przerwie witam Was kwitnącym dotychczas pierwiosnkiem.
Jest ich jeszcze kilka (ciągle kwitną i nie przymarzły) oraz grzybkami, które wyrosły w poprzednim tygodniu.
Śnieg je otulił na chwilę po czym zniknął. Jeden jednak uległ przymrozkom. Może ktoś je rozpozna. Ja niestety nie znam tych "gości".









Post ten jednak chciałabym poświęcić ulubionym przez nas i wielu innych szparagom. Zagościły u nas przed laty. Jeżeli dobrze pamiętam te rosną już chyba dziewięć lat.
Bardzo je lubimy. Lubią je nasi bliscy i dalsi więc poświęcamy im wiele czasu i pracy. Warto. Dla tego smaku i wartości odżywczych naprawdę warto. Poznaliśmy to smaczne warzywo przypadkiem i po pierwszej degustacji stwierdziliśmy - czemu nie😃. Jest tyle miejsca niczyjego więc ruszyliśmy do pracy. Zapoznaliśmy się z kilkoma artykułami na temat ich uprawy (wówczas nie mieliśmy jeszcze komputera, który podpowie co i jak) i posadziliśmy kilkanaście sadzonek naszej własnej produkcji. Po dwóch lub trzech latach (nie pamiętam) już degustowaliśmy własne szparagi. Kiedy  okazało się, że wydały plon w tak kiepskiej glebie zdecydowaliśmy się posadzić ich dużo więcej. Oczywiście zadaliśmy sobie wiele trudu, by zapewnić im lepsze podłoże niż dotychczas. Ponieważ bardziej smakowały nam zielone i okazało się, że są bardziej wartościowe od białych postanowiliśmy, że oszczędzimy sobie pracy i czasu na kopczykowanie. I tak po kilku latach w nagrodę mogliśmy oglądać w sezonie na szparagi taki oto widok każdego ranka.

Ponieważ jesienią ściółkujemy kompostem, by zabezpieczyć ziemię przed mrozem oraz użyźniając słabiutką naszą glebę, systematycznie odchwaszczam nasze roślinki. Okazuje się bowiem, że w kompoście jakimś cudem znajduje się wiele, wiele nasion chwastów. Nie wyrzucamy kwitnących chwastów na pryzmę kompostową, a jednak.
Po starannym odchwaszczeniu ściółkuję je skoszoną i nieco podsuszoną trawą, by uchronić przed nadmiarem chwastów, utrzymaniem wilgoci w ziemi. Trawa również przyczynia się do ulepszenia naszej gleby. W tym czasie również korzystamy z walorów tego pysznego i zdrowego warzywa.


Często raczymy się świeżymi szparagami.














Jedno z wielu, wielu dań. Ja wykorzystuję je na różne sposoby.
Nie pomyślałam jednak, by to uwiecznić na fotkach. Taka jedna przypadkowo się znalazła.






Po zakończonych zbiorach pozwalamy rosnąć do woli.
Potrzebują wówczas wilgoci.
Jeżeli jest sucho to systematycznie je nawadniamy.




Kiedy rośliny zaczną się przebarwiać i zasychać wycinamy je i usuwamy. Na łodygach widoczne są nasionka.




Po usunięciu zaschniętych już łodyg ponownie odchwaszczam i rozsypuję nie do końca przerobiony kompost. Jak już pisałam w poprzednim poście przestaliśmy już go przesiewać. W ten sposób oszczędzamy nasz cenny czas i siły, by starczyło ich dla innych ulubionych, naszych roślin. A teraz do wiosny😃😃😃😃😃
Warto się potrudzić. Zapewniam. Jeżeli tym postem zachęciłam choć kilku z Was do własnej choć najmniejszej uprawy będzie mi bardzo miło. Dodam jeszcze, że szparagi świeżo zebrane prosto z ogrodu są o wiele smaczniejsze od tych, które leżą na straganach lub w markecie. O tym mogę zapewnić. Znam to z autopsji.😐😐😐
Dziękuję za Wasze wizyty, komentarze, które są dla mnie szczególnie miłe. Życzę wspaniałych przedświątecznych chwil😍😍😍 i serdecznie pozdrawiam!!!!!!!

poniedziałek, 6 listopada 2017

JUŻ LISTOPAD NIESTETY .............................

Po dłuższej przerwie witam Was ostatnią już chyba różyczką😐😐😐

Miesiąc październik, który w moich oczekiwaniach miał być cieplutki, suchy i słoneczny znowu mnie zawiódł. Plany niestety legły w gruzach. Zdarzyło się wprawdzie kilka takich dni, ale wówczas to wędrowaliśmy po lesie w poszukiwaniu grzybów. Nasze spacery, tak spacery (bo ja kocham oglądać po drodze również inne dary lasu takie jak , cudowne mchy i kolorowe muchomory, pojedyncze sadzonki niekiedy są to rarytasy) zaobfitowały dwoma dużymi słoikami suszonych, aromatycznych grzybów. Na pracę w ogrodzie pozostało więc niewiele czasu. Udało się jednak coś tam zrobić.Wszystkie porażone chorobami rośliny zostały zutylizowane, a pozostałe wylądowały w kompostowniku. Po usunięciu wspomnianych resztek na pierwszy plan poszły borówki amerykańskie. Uznałam, że w nagrodę iż tak dzielnie walczą w nowym miejscu, należy się im pierwszeństwo.
Dowodem na to, że walczą o przetrwanie są te nowo wyrastające z ziemi pędy. Kiepsko to widać na zdjęciach, ale barwa ich liści jest o tej porze roku przecudna.
Poświęciłam im wiele pracy. Usunęłam chwasty (wprawdzie było ich niewiele), spulchniłam i podsypałam kwaśnym torfem.
Następnie w myśl zasady, że wszystko, co jest w ogrodzie tam pozostaje zaścieliłam dosyć grubą warstwą igieł. Po wichurach, które nas nawiedziły było ich bardzo dużo.
Przy okazji dostało się również przesadzonej z innego miejsca jagodzie kamczackiej. Tam, gdzie rosła poprzednio również odwiedzały ją nornice, a ziemia najwidoczniej jej nie odpowiadała. Zobaczymy może tutaj w towarzystwie borówki będzie jej lepiej. Myślę, że igły skutecznie ochronią moje krzewy przed wiatrem i ewentualnym mrozem.
O dalszych losach naszych borówek i jagód, bo jest ich więcej poinformuję.
Kolejnym eksperymentem, który zdecydowaliśmy się zastosować w naszym ogrodzie, by zmniejszyć nakłady pracy jest to, że postanowiliśmy iż nie będziemy już przekopywać ziemi szpadlem. Spulchnię nieco i przy okazji pozbędę się pozostałych chwastów. Po tym zabiegu przykryję kompostem jeszcze tak do końca nie przerobionym. Zawsze przed dostarczeniem go na warzywnik bądź na rabaty bylinowe i krzewy przesiewaliśmy dokładnie,odrzucając nieprzerobione resztki gałązek. Kiedy w programie telewizyjnym obejrzałam, że inni wysypują na rabaty nie przesiewając go i osiągają doskonałe plony postanowiłam i ja spróbować tej metody. Już teraz wiem, że ominęła nas ciężka praca jaką wykonywaliśmy od kiedy pojawił się kompostownik. Zobaczymy jakie będą tego rezultaty. Dodatkowo w myśl zasady, że ziemia nie lubi być "goła" postanowiłam jeszcze przykryć ją zalegającymi liśćmi z naszej cudnie kwitnącej wiosną dzikiej gruszy. O dziwo jej liście zawsze są zdrowe. Zabieg ten rozpoczęłam od naszego nie rozpoznanego, świeżo posadzonego drzewka. Warstwę kompostu przykryłam liśćmi. Ja jednak ciągle mam nadzieję, że będzie to morwa. Dziś miałam dokończyć tę rabatę niestety pada deszcz.
Pozostało jeszcze wiele pracy, ale najważniejsze już poczynione. A teraz kilka fotek z wczorajszego, słonecznego i dzisiejszego deszczowego ogrodu.
Gaura. Cudnie kwitnąca bylina. Zapomniałam pokazać Wam ją latem. Wprawdzie nie kwitła zbyt obficie, bo kupiłam ją w lipcu malutką. Teraz wygląda już znacznie lepiej lecz widać już tylko pojedyncze kwiatuszki. Mam obawy czy przetrwa u nas w ogrodzie. Nie jest łatwa w uprawie. Kilka razy już u nas rosła. Jednak zawsze przymarzła na wiosnę. To jest ostatnia próba uprawy w naszym ogrodzie tej ślicznej lecz delikatnej bylinki.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
I żegnam się z Wami tą samą skąpaną w deszczu różyczką😍😍😍
 I ciągle kwitnącym pierwiosnkiem😍😍😍😍😍
Bardzo dziękuję za Waszą obecność. Do następnego wpisu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

sobota, 21 października 2017

MAM PYTANIE................................

...........może mi ktoś pomoże rozpoznać drzewko?  Będę niezmiernie wdzięczna😐😐
Dwa lata temu zauważyliśmy niewielką sadzonkę czegoś. Nie przywiązywaliśmy uwagi gdyż wyrosła w miejscu, gdzie zupełnie nie może rosnąć. Nawet chcieliśmy się pozbyć "gościa" ale zawsze jakoś odwlekaliśmy decyzję. W tym roku tak mocno urosła, że z sadzonki powstało niewielkie już drzewko. Koniecznie trzeba je przeprowadzić w inne miejsce. Nie wiemy jednak co to jest. Może ktoś z Was zna naszego gościa??
 
 
 
Kilka fotek z październikowego już ogrodu😍😍😍😍
 
 
 
 
 Zakwitły pierwiosnki. Oby do wiosny😐😐😐😐
 
 
 A dla Was tym razem coś smakowitego, co my pijemy regularnie🍹🍹🍹
 
Dziękuję za Waszą obecność mimo iż z moją różnie bywa. Życzę wspaniałej słonecznej jesieni😐😐

poniedziałek, 25 września 2017

WAKACJE..................

................to dla mnie od kilkunastu już lat czas, kiedy robię sobie wolne częściowo lub całkowicie od lektury, szydełka i takich tam podobnych rzeczy.  Wówczas w ogrodzie robię tylko to, co jest konieczne czyli wyrywam chwasty, które akurat stoją na drodze lub wydatnie przeszkadzają ukochanym przez nas roślinkom. Pozostałym daruję życie do jesieni, a jak nie zdążę pozostają do wiosny, jeżeli oczywiście mróz nie zrobi tego za mnie.
Z przyjemnością zamykam lato w słoikach a jakże inaczej. Szkoda byłoby zmarnować tego, na co pracowałam tyle czasu. Zrobiłam sobie również wolne od blogowania. Wakacje spędzam z rodziną, którą niestety widuję zdecydowanie za rzadko. Staram się wówczas cały mój czas poświęcić najbliższym. Nadrabiam więc teraz moją nieobecność na Waszych blogach, chociaż nie zawsze pozostawiam ślad gdyż zwyczajnie brakuje czasu. Nie robiłam również żadnych fotek za wyjątkiem hortensji oraz Święta Plonów, które to corocznie odbywa się w naszej miejscowości. Oto kilka fotek :




Bardzo lubię przechadzać się wśród tych stoisk i podziwiać eksponaty oraz efekty pracy przygotowujących je ludzi. To miło, że tradycja przetrwała. W tym roku mogłam się również podzielić efektami mojej pracy i ofiarować kwiaty i warzywa wyhodowane przez nas.
A teraz fotki z naszego wrześniowego już ogrodu.
Nasza pierwsza, największa.
Jedyna fotka wykonana w sierpniu.
Posiada tutaj jeszcze więcej kwiatów. Część z nich zdobiła stoiska na dożynkach.



Tak wygląda teraz już trochę ogołocona i ślicznie przebarwiona.
Nie znam odmiany. Prezent. Na etykiecie oznaczony nazwą hortensja bukietowa i nic więcej.



Moje biedniutkie wrzosy. Rosną pod sosną i całkowicie upodobniły się do leśnych. Mimo, że dbam o nie są jak widać. Ja jednak bardzo je lubię takie jakie są. Przypominają mi las, przy którym wyrosłam.
Bardzo lubię patrzeć na te cudne owoce mojego ulubionego krzewu.
Wyplatałam niegdyś z tych liści wianki na Święto Zmarłych. Połyskliwe liście w połączeniu z kwiatami z bibuły wyglądały pięknie.


Już wkrótce znikną owoce zdobiące kalinę. Ptaki tak chętnie się do nich garną. A ja się cieszę, że przylatują.




Moja laurowiśnia kwitnie po raz drugi. Nie sądziłam, że to mi się zdarzy.













Myślę, że pobudzę Waszą wyobraźnię pokazując budleję, kiedy już niemalże przekwitła. Nie wykonałam fotek w pełnej krasie. Ale możecie wyobrazić sobie codzienny raj motyli, które ją odwiedzały.
Ale chcę pokazać motylka, który cieszy się kwieciem rozchodnika.
Nie widziałam nigdy takiej ilości motyli, pszczół i innych owadów
odwiedzających moje rozchodniki.
Niebawem pokażę kilka fotek.



Rozchodniki to piękne byliny nieprawdaż?😉😉😉
Pogoda sprzyja ślimakom i nie zdołałam uchronić ich przed nimi.
Troszkę podniszczyły im listeczki.





Po raz drugi zakwitła krzewuszka.
Mniej obficie ale każdy kwiatuszek bardzo cieszy oczy.









Czy ten duet pasuje do siebie😉
Barbula klandońska Summer Sorbet
pstrolistna oraz hortensja bukietowa
Grandiflora. Myślę, że jest jej u nas dobrze. Jest bowiem bardzo młodziutka, a kwiaty ogromne, białe i takie kocham najbardziej.




Na dowód, że to już jesień powstała taka misternie utkana serwetka, którą Wam dedykuję😍😍😍








I grzybki z naszego grzybobrania😍







Dziękuję za Waszą obecność😍😍 i komentarze, a wśród Obserwujących serdecznie witam naszą zdolną Koleżankę z bloga http://www.dalwi.pl/.
oraz Koleżankę z bloga gdzie można nacieszyć oczy pięknymi fotkami: http://niebieskieniebonadpolem.blogspot.com/
Wszystkim życzę wspaniałej,kolorowej jesieni😍😍😍😍😍