niedziela, 13 lipca 2014

TAWUŁKA ARENDSA.......

Na samym początku kiedy to uszczknęliśmy z sąsiadującego z nami ugoru kawałek ziemi i mozolnie zaczęliśmy doprowadzać to do takiego stanu, by można było wysiać troszkę podstawowych warzyw, ja już myślałam o kwiatach. Kupiłam sadzonkę czegoś, co bardzo mi się wówczas podobało, a sprzedawczyni na targu nie znała nazwy. Oczywiście nie było wtedy komputera, którym można byłoby się posłużyć. Wysadziłam w pełnym słońcu. Podlewałam toto rosło, ale gdy przyszła pełnia lata mimo starań znikało. Wiosną mizernie kiełkowało i tak trwało to kilka lat. Wreszcie zniknęło. Minęły lata aż poznałam kwiat, który mi się wówczas tak podobał. W ubiegłym roku przy okazji na kiermaszu nabyliśmy kilka małych sadzonek. Miejsce docelowe dla nich będzie inne, bo rosną na stanowisku niezbyt im sprzyjającym. Jeszcze troszkę wytrzymają. Dbam o nie, podlewam. Myślę, że będą cierpliwe. Poniżej moje tawułki. Jest jeszcze jedna - biała, ale w tym roku zbuntowała się i nie kwitnie.
































Pozdrawiam serdecznie!!!!!!!!!!!!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz